Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie zorganizowanym przez sklep internetowy Intymna.pl.

Gratulujemy laureatom i zachęcamy do wzięcia udziału w kolejnych konkursach.
Zdecydowaliśmy, iż nagrodami będą cieszyć się:

„Seks w wielkim mieście” (Film pełnometrażowy DVD) + książka „Les Farfocles czyli Nasturcje i ćwoki oraz Farfocle namiętności” otrzymują:

Urszula Rosa

Iwona Krzyżewska

Agata Wancerza

„Seks w wielkim mieście” (Film pełnometrażowy DVD) otrzymują:

Malwina Słowińska

Ewa Szkudlarek-Łuczak

Zachęcamy do przeczytania najciekawszych wypowiedzi laureatek konkursu!

Urszula Rosa:
„Fajna bajka czy może scenariusze pisane życiem? Jakie jest Wasze zdanie?”.
:) zastanawiałam się kiedyś nad zdaniem, które wypowiadały osoby często w mojej obecności „życie to nie bajka”, „życie to nie film”. Doszłam do wniosku, że to bzdura. Życie jest filmem, z tym że nie ma jednego scenarzysty i reżysera, tu każdy aktor jest reżyserem i scenarzystą jednocześnie. Gramy, odtwarzamy to co chcemy, czasami się nie udaje z takim skutkiem jak chcieliśmy, ale to normalne, bo to film i bajka wszystkich a nie tylko nas, no i nie ma montażu, nie ma dubli, dlatego tak ważne jest by nie żałować, że się czegoś nie zrobiło.
Czy warto wierzyć w szczęśliwe zakończenia? Ja osobiście nie chcę wierzyć w zakończenia, chcę wierzyć i wierzę, już wierzę, że w pewnym momencie może się coś wydarzyć co nas uszczęśliwi, zakochamy się z wzajemnością, pobierzemy, wrócimy do siebie, krótko mówiąc miłość zwycięży! Ale to nie koniec, to początek. Chcę by życie teraz się zaczęło i trwało w tym szczęściu naszym, w tej miłości, z tym uśmiechem i blaskiem od nas bijącym. Czy warto wierzyć w to? w szczęśliwe rozpoczęcie się naszego życia (bo to szczęście powoduje, ze się budzimy i ożywamy, ze „góry możemy przenosić”). Czy warto w to wierzyć? By uzyskać odpowiedź warto zadać inne pytanie. Czy obserwujemy starość? Ludzi starszych, pary starszych osób? Czy kiedyś zaobserwowaliśmy jakąś parę staruszków trzymających się za ręce na spacerze? Czy widzieliśmy jak jedno drugiego z uczuciem i błyskiem w oku głaskało po twarzy? Czy widzieliśmy kiedyś Prawdziwą Miłość? A czy widzieliśmy zgorzkniałych ludzi? Czy słyszeliśmy cynizm i rezygnacje? Czy widzieliśmy niewiarę w nic u kogoś? Ja widziałam i jedno i drugie- i prawdziwą miłość i zgorzknienie, i moja odpowiedź brzmi: tak, warto wierzyć w szczęśliwe…rozpoczęcie, bo to nie zakończenie, to rozpoczęcie szczęśliwego życia nas wszystkich. :)”

Iwona Krzyżewska:
„W szczęśliwe zakończenia zawsze warto wierzyć, bo dają szczególnie nam – kobietom nadzieję na to, że to akurat nam się przydarzy, że ukochany przyjdzie z bukietem kwiatów, że przypomni sobie jak wygląda wielkie uczucie i od nowa zacznie nas nim obdarzać, że cały świat właśnie nam będzie zazdrościł tego szczęścia i że będziemy aż tak szczęśliwe, że same nie będziemy mogły t to uwierzyć. Najważniejszym powodem, dla którego warto jest wierzyć w szczęśliwe zakończenia jest to, że powinniśmy wierzyć, a nawet być pewni, że to właśnie my na nie zasługujemy.
Takie jest moje zdanie :) Pozdrawiam serdecznie.”

Agata Wancerz:
„Szczęśliwe zakończenie, czy to nie przypadkiem „must have” każdej romantycznej historii? Kiedy wybieram sie do kina, lub kładę wieczorem do łóżka, trzymając w ręku książkę, po dniu pełnym wrażeń i pracy, niekoniecznie zbyt udanym, oczekuje, że coś jest w stanie poprawić mi humor, mogę uśmiechnąć się, a nawet uronić łzę wzruszenia, przemierzając przez życie głównych bohaterów. Zazwyczaj przypadkowo się poznają, zakochują, nagle pojawia się jakiś problem, jednak mimo wszystko po krótkim rozstaniu wracają do siebie i żyją długo i szczęśliwie…”dlaczego nie zdarza się to zwykłym ludziom?”. Owszem, zdarza się, a ja jestem tego najlepszym przykładem.
Nazywam się Agata. Mam 32 lata. Jestem samotna kobietą, skazaną na samotne mieszkanie. Nie lubię tego. Pracuję w wydawnictwie, robię to co chce, więc zawodowo czuję sie spełniona. Nigdy nie miałam problemów z mężczyznami(większych problemów). Sugerując się opinia przyjaciół-nieco odpychająca intelektualistka, niezależna kobieta, nieśmiała, i nad wyraz wrażliwa. Sama nie wiem…ciężko mi stwierdzić czy to w 100% prawda. Trochę zbyt odważnie to brzmi.
Wychodzę rano do pracy. Po filiżance kawy, smacznym śniadaniu i przyjemnej muzyce w radio czuje pozytywną energię, mam dobry humor. Zamykam drzwi, zbiegam jak dziecko po klatce przeskakując po dwa schodki, kiedy jestem juz pawie przy wyjściu, ktoś wchodzi do środka, odruchowo spoglądam w jego stronę tracąc tym samym równowagę. Upadłam, nie mogłam sie ruszyć, złamana noga, a do klatki wszedł(jak się później okazało) Michał. Nigdy wcześniej go nie widziałam w „moim” bloku. Obcy mężczyzna wziął mnie na ręce wsadził do samochodu, a następnie zawiózł do szpitala(Boże! Przecież mógł mnie gdzieś wywieźć i zrobić krzywdę!).
Później była kawa, bo czuł się winny. I prawidłowo-gdyby nie on, nic takiego by się zapewne nie wydarzyło. Jako racjonalnie myśląca kobieta, uważałam, że na tym skończy się moja znajomość z uprzejmym Michałem.
Z powodu unieruchomienia 3 tygodnie spędziłam w domu, przeglądając internet, czytając książki, parząc herbatę odwiedzającym mnie przyjaciołom, a co najważniejsze, postanowiłam wynająć jeden pokój w moim mieszkaniu. Zamieściłam ogłoszenie i czekałam, aż ktoś sie zainteresuje. Miałam juz dość mieszkania samej, znajomi twierdzili, ze z mojej strony to jakiś desperacki akt, mimo wszystko byłam zdecydowana. Chętny znalazł sie szybciej niż myślałam i to jaki chętny. Umówiliśmy się na spotkanie, oczywiście u mnie w domu. Otwieram drzwi a w nich winny mojego upadku ‘uroczy Michał’! Wymieniliśmy znaczący uśmiech i…zamieszkaliśmy ze sobą, a jak wiadomo z wspólnego mieszkania kobiety i mężczyzny wyszła jedna wielka miłość. Michał-student reżyserii,23 lata, zabawny, kreatywny, inteligentny, przystojny. I ja trzydziesto dwu latka…I nie było żadnego chwilowego kryzysu, jak to w romantycznych historiach, z szczęśliwym zakończeniem. Mam nadzieję, ze całe nasze wspólne i szczęśliwe życie przed nami, bo przecież do zakończenia to nam jeszcze dużo brakuje.”

Malwina Słowińska:
„Czy warto wierzyć w szczęśliwe zakończenia? Oczywiście, że tak. A dlaczego? Chociażby dlatego, że wierzyć warto zawsze. Wiara w to, ze uda nam sie osiągnać zamierzony cel to już połowa sukcesu. Wiare w miłość to już nie połowa sukcesu ale sukces na 100%. Najlepiej świadczy o tym historia, którą za chwilkę opiszę.
Dwa lata temu ( dokładnie w Pierwszy Dzień Świąt Bożego Narodzenia 2008 roku) byłam na weselu kuzyna. Nie miałam na nie w ogóle ochoty iść , stwierdziłam, że nie mam z kim a samej to tak głupio itp itd. I pewnie gdyby nie to, ze były to święta to bym nie poszła. Perspektywa siedzenia samej w domu w ten czas nie była najlepsza i dlatego wybrałam sie wraz z rodzina na te uroczystośc. Początkowo myślałam, że beda same pary i wynudze sie jak mops ale na sali okazalo sie ze nie byłam jedyna samotna duszyczką. Między innymi sam przyszedł również brat panny młodej , Bartek. Dość szybko złapaliśmy kontakt. Przetańczyliśmy i przegadaliśmy cała noc. Kolejnego dnia na poprawinach było podobnie. Oczymay wyobraźni widziałam nas juz jako pare, planowałam wspólnego sylwestra i cały kolejny rok. Rzeczywistość sprowadziła mnie jednak na ziemię. Okazało się, że Bartek na stałe mieszka w Londynie. Przyleciał do Polski tylko na święta i jeszcze przed nowym rokiem wraca do Anglii. Wymienilismy sie wiec jedynie numerami gg i adresami mailowymi. Początkowo myślałam, że pewnie nasza znjaomosć skończy się na przesłąniu sobie zdjęć z wesela. Myliłam się jednak bardzo. Rozmawialiśmy codziennie po kila godzin. Nasze życie kręciło sie juz tylko w okół pracy i wirtualnych spotkań. Po miesiacu takiego „klikania” stwierdzilismy oboje, że chcemy być razem. Bartek niestety nie mogł jeszcze wrócił. Miał tam dobrą pracę, ja w Polsce natomiast studia. Żazdne z nas nie mogło więc pozwolić sobie na przeprowadzkę. Zdecydowaliśmy więc, że póki co będzie to związek na odległość a później się zobaczy jak wszystko sie potoczy. Wszyscy nam to odradzali. Mówili, że to zly pomysł. Nie dawali żadnych szans na przetrwanie naszej poki co tylko wirtulnej miłości. My jednak byliśmy przekonani, ze nam sie uda. Ze oboje odnaleźliśmy swoje drugie połówki. Widywaliśmy sie bardzo żadko. Bartek przyjechał na wielkanoc, później ja pojechałam do niego na całe trzy miesiące wakacji. były to fantastyczne 3 miesiące. Od października wszystko wróciło jednak do normy. Ja w Polsce a on w Londynie. Znowu mielismy się tylko wirtualnie. Mam prosiła, tłumaczyła ze to nie ma sensu, że wbijam sie w lata itp. Ja jednak wiedziałam, że przetrwał i ze taka rozłaka tylko wzmacnia nasza miłość. Dwa miesiące po moim powrocie coś jednak zaczęło sie psuć. Bartek nie rozmawiał ze mna juz tak długo na skeypie ani gadu. Czasami bywało ze nie odzywał sie po kilka dni. Nie wytrzymałam kiedy napisał mi ze nie przyjedzie na święta. Stwierdzilam, ze niepotrzebnie żyła marzeniami. Ze taki fajny facet potrzebuje dziewczyny na stałe, która bedzie miał cały czas przy sobie. Wiedziałam już, że wszyscy mieli rację i ze jak najszybciej musze wyleczyc sie z tej miłości. Wiedziałam też , ze nie bedzie to łatwe. Posypał się caly mój swiat. Wszystko przestało mieć dla mnie jakie kolwiek sens. W wigilie kiedy cała rodzina zasiadła szczęśliwa do stołu tylko ja miałam smutna mine. Nie cieszyły mnie te swięta. Nie cieszył aż do pierwszego dnia świat rano. do chwili kiedy sie obudziła. Bo nie uwierzycie ale pierwszym widokiem jaki ukazał mi się po otwiorzeniu oczu był mój Bartek. Siedział na moim łóżku, uśmiechnięty powiedział Wesołych Świąt Kochanie i zapytał czy jestem zadowolona zprezentu od Mikołaja :) . Oczywiście, że była. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo. Tym bardziej, ze moj ukochany wrócił do Polski już na stałe. Okzało się, ze palnował to duzo wcześniej i dlatego brał dodatkowe zmiany w pracy, nie miałtyle czasu co wczesniej a nie mówił mi nic bo to miała być niespodzianka :). Niespodzianka o której nie wiedział nikt poza nim :). W sylwestra dostałam kolejna niespodziankę , śliczny pierścionek zaręczynowy, teraz planujemy ślub … oczywiście na Boże Narodzenie :) I wbrew temu co móili wszystcy jesteśmy cholernie szczęśliwi. Powiedzcie sami jak tu nie wierzyć w miłość i w przeznaczenie :)”

Ewa Szkudlarek-Łuczak:
„Szczęśliwe zakończenie to sens mojego życia. Opowiem krótko moją historię życia. Mając 18 lat zakochaliśmy się w sobie na zabój- jednak nieszczęśliwie. Drogi nasze rozeszły sie po 2 latach znajomości. On ożenił się szybko. Ja dopiero mając 27 lat. Po 10 latach małżeństwa rozeszlismy się – mąż mnie zdradzał,po szybkim rozwodzie zaraz się ożenił. Ja zostałam z półrocznym dzieckiem. Wychowałam sama syna na wartościowewgo człowieka(syn kawaler 26 lat).Do dzisiaj nie zainteresował sie co się dzieje z synem. A ja w sercu ciągle miałam swoją pierwszą miłość. Spotkaliśmy się po 44 latach — myślałam,że przypadkowo w zeszłym roku. Okazało się, że jest wdowcem,( 2 córki zamężne),że próbował mnie znaleść również przez całe swoje nie trafione życie. Nie zastanawialiśmy się – wzięliśmy ślub w październiku zeszłego roku. Jesteśmy obecnie bardzo szczęśliwi. Sprawdziła się maksyma,że stara miłość nie rdzewieje. Warto wierzć w szczęśliwe zakończenie naszych marzeń, nawet gdyby się nie spełniły to jednak pozwalają dalej żyć.”

Za udział w konkursie wszystkim z całego serca dziękujemy.
Zespół INTYMNA.PL®

..........................................................

Zobacz również:

  1. KONKURS! Seks w wielkim mieście, Romeo i Julia czy Notting Hill? Do wygrania 3 komplety: „Seks w wielkim mieście” (Film...
  2. Wyniki konkursu Las Vegas, zobacz! Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie zorganizowanym przez sklep...
  3. Wyniki konkursu Symbol kobiecego seksapilu… zobacz! Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie zorganizowanym przez sklep...
  4. Wyniki konkursu „Bielizna, której nie zamienię na żadną inną to…” Zobacz! Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie zorganizowanym przez sklep...
  5. Wyniki konkursu dla wszystkich odwiedzających serwis Intymna.pl Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie zorganizowanym przez sklep...
Tagi:
 

2 - odpowiedzi do Wyniki konkursu „Seks w wielkim mieście…” – zobacz!

  1. Dziękuję, czuję się niesamowicie wyróżniona i cieszę się, że to co jest dla mnie bardzo osobiste i ważne, że zostało w ten sposób przyjęte. :) Jednocześnie gratuluję pozostałym wyróżnionym.

  2. Wszystkim parom z przeczytanej,a pisanej przez z nich historii, zycze w kazdym dniu ich pozycia malzenskiego: wiele radosci i szczescia. Miroslaw.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*